Etykiety

poniedziałek, 16 maja 2016

Dominika Gwit o drodze do nowego życia - recenzja książki.

Właśnie dziś (nawet nie po przeczytaniu książki) pomyślałam, jak jej musiało być ciężko i czasami mocno źle. Żeby napisać Wam kilka słów o niej wrzuciłam do Google jej imię i nazwisko i jako pierwsze wyskoczył mi link "Dominika Gwit schudła 50 kilogramów, a potem dopadł ją efekt jo-jo". Jakie to smutne, że ta ciężko pracująca dziewczyna, aktorka, dziennikarka w zasadzie rozpatrywana jest tylko przez pryzmat swoich kilogramów.

Książka Dominiki Gwit "Moja droga do nowego życia" wpadła mi w ręce nie przypadkowo. Chciałam ją przeczytać. Chciałam zobaczyć co napisze ktoś, kto niemal całe życie zmagała się z nadmiernymi kilogramami. I nie mówię tu o nadmiernych kg w stylu 5, czy 10kg (na to narzeka 3/4 kobiet czasami jest to w pełni uzasadnione, a czasami lekka kokieteria), ale 50kg.

Dominika opowiada historię swojej wagi niemal od dzieciństwa. Na kartkach książki pokazuje w jaki sposób zmieniało się jej ciało, jak rosła waga, aż osiągała rozmiary niebezpieczne dla zdrowia. Jest też i okres walki o siebie, utraty kilogramów i ponownego powrotu do innej wagi. Jest i okres zafiksowania się na diecie i ćwiczeniach, co często ma miejsce, ale jakoś mało osób o tym mówi.

To jest książka o psychice osoby z nadwagą, o tym co myślała, jak się czuła chodząc do szkoły, próbując zdać egzaminy do Akademii Teatralnej, czy później gdy brała udział w serialach Tv a temat jej wagi co chwila pojawiał się nie tylko w plotkarskich serwisach. Jej było źle, była samotna, smutna. Miała swoje zrywy, w których zaczynała dietę, zaczynała ćwiczyć, ale jak każdy zryw kończyło się to szybko. Dominika sama mówi o tym, że otyłość siedzi w głowie i przede wszystkim stamtąd trzeba ją zacząć wyrzucać.

Do mnie osobiście jakoś najbardziej dotarły fragmenty "Mojej drogi..", w której mówi o tym co się stało jak chudła. Traciła na wadze, gubiła kilogramy, wszyscy mówili jej jak świetnie wygląda, czuła się w końcu kobieco i sexownie, a jednocześnie niemal obsesyjnie myślała o jedzeniu, kolejnych posiłkach w pudełkach i ćwiczeniach. Chudła, ale nie było w tym radości i jakby nie było jej.

I ta część książki powinna dotrzeć do jak największej liczby kobiet. Bo w niej ukryta jest ta prawda - utrata kilogramów nie rozwiąże wszystkich problemów i nie da człowiekowi szczęścia. Szczęście trzeba odnaleźć w sobie, a nie cyferkach na wadze.


4 komentarze:

  1. Czekałam na tą recenzję, bo całkiem niedawno dość głośno się zrobiło o niej i efekcie jo-jo za sprawą Dzień dobry TVN, gdzie jedna z niemądrych (to grzeczne określenie poziomu tej pani) dziennikarek przeprowadziła z nią wywiad w cukierni (gruba to pewnie słodycze lubi). Zadawała nie mądre pytania i w jakiś bardzo głupi spób zakończyła to wszystko. Budziło niesmak!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie fajnie jest przeczytać tą książkę po to, żeby zobaczyć co czuje osoba z taką nadwaga i pochopnie nie oceniać jej. O tym wywiadzie słyszałam, dość prymitywny (chodź w sumie co oczekiwać po telewizji śniadaniowej) ;-P

      Usuń
  2. kurcze, ja właśnie też nawet nie wiedziałam, że to jest aktorka i dziennikarka :( myślałam, że ot taka dziewczyna, która dużo schudła i poszła z tym do mediów, które podchwyciły temat.

    chętnie bym przeczytała tę książkę, bo jako dziecko miałam lekką nadwagę i bardzo rzutowało to na całe moje życie. teraz już w ogóle nie mam tego typu problemów, ale trochę cały czas siedzi we mnie ta "wewnętrzna grubaska".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś jednak w tym jest, że te nadmierne kilogramy to siedzą w głowie.

      Usuń