Etykiety

czwartek, 28 kwietnia 2016

Bieganie jest dla ludzi - recenzja książki "Bieganie dla początkujących i zaawansowanych"

W końcu!! W końcu mam przed sobą książkę, której autor mówi prosto z mostu o bieganiu amatorów. W której nie robi ściem rodem z Facebooka, Instagrama, czy Endomondo, że życie to bieganie i bieganie to życie. W końcu ktoś mówi o tym, że amator jest amatorem, bo łączy swą pasję do biegania (a wcale to przecież nie musi być jedyna jego pasja) z pracą i życiem rodzinnym. I mówi o tym, jak to sprawnie połączyć, by przysłowiowy wilk był syty i owca cała ;-)

Grzegorz Rogóż ponad 20 lat startował w wyścigach kolarskich. Jest biegaczem, maratończykiem i ultramaratończykiem. A ponadto miłośnikiem muzyki jazzowej i książek. W 2014 roku ukazała się jego pierwsza książka pt." Ultramaratony. Bieganie i kolarstwo", ja miałam zaś możliwość przeczytania jego książki "Bieganie dla początkujących i zaawansowanych". I jak już wspominałam wyżej w końcu trafiłam na książkę dla ludzi ;-P


Najpierw od strony wizualnej.

Książka wydana jest podobnie jak "Bieganie. Kobieca strona mocy" (której recenzję znajdziecie TU) i "Dieta i trening" (jej recenzja z kolei TU). Jest dzięki temu łatwa w "nawigacji". Początek każdego rozdziału opatrzony jest krótkim spisem: "Z tego rozdziału dowiesz się:", a zakończony podsumowaniem. Znajdziemy w nich także wyróżnione wskazówki, rzeczy do zapamiętania i ciekawostki. Ta przejrzystość bardzo mi się podoba, jak chcę do czegoś wrócić, nie muszę kartkować całej książki.


Dlaczego ta książka od razu mi się spodobała? Bo autor wyznaje podobną do mnie zasadę, że wszystko jest dla ludzi i w każdej części naszego życia powinna być równowaga.

Jesteśmy amatorami - bo do biegaczy amatorów zwraca się autor. Mamy rodziny, znajomych, swoje hobby, pasje i zainteresowania. Pracujemy na cały etat czy nie, zajęć pewnie mamy bez liku. Biegamy, chcemy zacząć biegać z różnych powodów, od chęci zrzucenia wagi, poprzez prowadzenie zdrowego trybu życia, przez uznawanie biegania za trening uzupełniający, czy nawet dla tego, że wszyscy biegają i to jest teraz modne. Dla każdego powód jest inny, czy ważny, czy mniej ważny, to w sumie subiektywna sprawa, grunt to jedno - kręci nas bieganie.


Czego szukamy w internecie, na forach związanych z bieganiem, w grupach na Facebooku, w portalach, czy prasie? Informacji o tym, jak biegać, w czym biegać, jak się odżywiać. I co? Co portal to różne opinie, co forum różne komentarze. Stykamy się z różnymi "fanatykami" (specjalnie dodaję to w cudzysłowie, bo nie musi mieć to negatywnego wydźwięku), którzy dosłownie i w przenośni rozpaczają nad dniem bez treningu (lub co gorsza nie robią takich), którzy bombardują siebie i znajomych wpisami tras i dystansów z Endomondo, świątek, piątek, czy niedziela. Co się dzieje? Albo się frustrujemy - no sorry, nie wszyscy mają tyle czasu żeby biegać, albo załamujemy - ale kiepskie mam czasy i słabe dystanse, ogólnie mało osób, zwłaszcza myślę o początkujących, podchodzi do tego z rezerwą. Raczej pojawia się biegowa spinka, a od biegowej spinki już szybko może się pojawić znużenie i niechęć.

Co pokazuje Grzegorz w "Bieganie dla początkujących i zaawansowanych"?

Prócz ogromnej podstawowej wiedzy o tym sporcie (sprzęt, koszty, dieta, technika biegania, treningi przygotowujące do udziału w zawodach, starty, zdrowie), które są mega ważne i mega przydatne (i tak przyznaję, wyniosłam z tej książki coś nowego, mimo, że sporo takich dla amatorów biegaczy już przeczytałam) jest też ogromna szczerość biegacza amatora. Grzegorz mówi o tym, że owszem jest się biegaczem, ale i człowiekiem. Że bieganie może być ważną częścią czyjegoś życia, ale nie go nie definiuje. Albo definiuje u tych, którzy od biegania są uzależnieni. Dla mnie ostatni rozdział tej książki, dla wielu powinien stanowić ten pierwszy, gdy zamarzy im się zostać biegaczem.


To jest jedna z nielicznych książek, a właściwie może i pierwsza, która rozprawia się niejako z modą i kultem biegania. Owszem mocno do niego zachęca, pokazuje jego zalety, informuje co i jak robić, gdy się chce  / lubi biegać, ale i taka, która nie boi się mówić o tych innych stronach biegania. O tym, że można popaść w nadmierne gadżeciarstwo, w lekki ciuchowy zakupoholizm, że można nierozsądnie, a czasem wręcz bezmyślnie chcieć być lepszym od innych, zwiększając kilometraż, szybkość itp, wymyślać sobie średnio bezpieczny dla zdrowia cel np. w kilka miesięcy od kanapowca do maratończyka - bo przecież ileś ludzi na forum o 3 miesiącach od rozpoczęcia przygody z tym sportem już przebiegało magiczne 42km, nie myśleć o swoim zdrowi i zatracić się w tym wszystkim.

A Pan Grzegorz przypomina "harmonia i umiar" !! We wszystkim a w bieganiu szczególnie. I to się chwali.






niedziela, 24 kwietnia 2016

Premiera w mojej kuchni - bananowy pudding chia z musem kiwi ;-)

Ale to banalnie proste - pomyślałam, gdy do mojej kuchni wjechał pudding chia. Nasiona chia kupiłam jakiś czas temu, trochę dodawałam do owsianek, do jogurtu, ale za bardzo nie wiedziałam co z nimi począć.


Przekopałam Internety tu i tam i odkryłam, że pudding z chia to fajna sprawa, proste w zrobieniu i podobno smaczne. Pomyślałam ok jedziemy z tym ;-) I tak z okazji posiadania bananów nie wyglądających już bosko, powstał pomysł na takowy pudding.


Składniki na dwie porcje: 
- 3 kopiaste łyżki nasion chia
- 4-5 niedużych bananów
- 1,5szkl mleka 2%
- 3 kiwi

Przygotowanie:

1. Banany blendujemy z mlekiem.


2. Do w/w dodajemy chia i mieszamy łyżką.


3. Przelewamy do naczyń. Wstawiamy do lodówki na 2-3h.

4. Przed podaniem blendujemy kiwi i tak powstały mus układamy na pudding.


Takie szybkie, takie łatwe, a obłęd smaku. Zero cukru sama słodycz banana idealna ;-)

Wiem, już te teraz jak pojawią się owoce, będę eksperymentowała z chia ;-P 

Lubicie? A może macie jakieś inne pomysły na wykorzystanie tych nasion? Niekoniecznie w wersji "na słodko"

czwartek, 21 kwietnia 2016

Dlaczego wyszłam z wykładu Konrada Gacy?

Lubię wszelkie nowinki ze świata fit, zdrowej żywności itp. Jestem zawsze ciekawa tego, co kto ma do powiedzenia na ten temat, tym bardziej jeśli jest osobą znaną i robi się / jest ekspertem w jakiejś dziedzinie. Dlatego, gdy jakiś czas temu dowiedziałam się o wykładzie, jaki w Warszawie poprowadzi Konrad Gaca stwierdziłam, ze bardzo chętnie się na niego wybiorę.


Pana Gacę znam ze słyszenio/widzenia. Wiem o nim niewiele, prócz tego, że sporo ludzi się z nim odchudza i sporo się odchudziło. Wiem, że występuje w Tv, pisze artykuły do gazet i aktywnie udziela się na FCb. Ale skąd się bierze taka duża liczba fanów, czemu wszyscy się odchudzają właśnie z nim? No i w końcu co takiego im proponuje, co poleca do jedzenia itp? Wczoraj miałam szansę sprawdzić, o co chodzi w Gaca System.


Wykład miał rozpocząć się o 19.00, na zaproszeniach i w mailach, które dostawali uczestnicy była prośba aby osoby które chciałby zająć jakieś logiczne miejsca przychodziły 40min wcześniej. To już mnie zaciekawiło, a jeszcze bardziej kolejka którą po 18 napotkałam na miejscu. Tłumy, jedne wielkie tłumy. Nie wiem ile osób, pewnie w setkach można by było liczyć. Młodzi, starsi, grubi i chudzi, przewaga kobiet, ale i sporo mężczyzn. Ogromna sala, rzędy krzeseł, kolorowe światła, głośna muzyka. Ludzie naprawdę podekscytowani.

19.00 nic się nie dzieje
19.15 jakiś Pan ze sceny przeprasza za opóźnienia i informuje, że zaraz zaczniemy. 
19.25 nadal nie zaczęliśmy, myślę sobie - czekam 10 min i wychodzę.

Ja naprawdę nie jestem upierdliwa, ale jak ktoś chce by szanować jego czas powinien i szanować mój.

19.30 zaczęło się (dowiedziałam się, że cała impreza miała potrwać do 21.30)

o 20.15 już mnie tam nie było. Dlaczego?


Od pierwszej niemal chwili strasznie nie podobał mi się sposób prowadzenia tego spotkania (juz po paru minutach było wiadomo, że nie będzie to wykład). Ja wiem to jest subiektywna sprawa,ale.. Przypominało ono bowiem spotkania jakie widuje się w amerykańskiej telewizji, w programach, które namawiają do zakupu, czy do wstąpienia do jakiejś organizacji itp. Taki przepych, taka sztuczność straszna, która biła od każdego "możesz wszystko". Trochę jak na prezentacji garnków w wycieczkach do Ciechocinka. Mam nadzieję, że rozumiecie, o co chodzi.

Pan Konrad powiedział, że przedstawi swoją piramidę zdrowego człowieka. Jako, że na początku było poznanie siebie, potem odżywiania i aktywność fizyczna, pomyślałam ok czegoś się dowiem. Yyy...nie dowiedziałam się.

Najpierw za to dowiedziałam się, że jakiś pan schudł 90kg i po 7 miesiącach od rozpoczęcia odchudzania przebiegł półmaraton (a w mojej głowie kiełkowała myśl, z taką nadwagą po 7 miesiacach?? nie za szybko) i Pan wbiegł na scenę (światła, motywująca głośna muzyka itp). W kilku słowach podziękował Panu Gacy i ze sceny zbiegł, żeby było mało w sportowym biegowym ubraniu z numerem startowym tegoż półmaratonu.

Potem usłyszałam, że ważne są badania krwi (ok jestem za i popieram) i poznałam kolejną Panią która schudła chyba 40kg, tym razem wjechała na scenie na rowerze. Znów światła, morze oklasków, głośna muzyka. Gwiazda jakaś czy co?? Pani na scenie powiedziała, że 2 lata temu była na podobnym spotkaniu i teraz dziękuje Panu Konradowi, że odmienił jej życie. Po czym, zjechała ze sceny. Ja skonsternowana siedzę dalej.

Odżywianie. No myślę, w końcu konkret....Taaa..... Trzeba jeść regularnie, zdrowo. Mamy w naszym systemie diety różne. Koniec.

Pokaz mody Gacomaniaków...miss Gacomaniaków....żenująca sprawa. I kolejna Pani, która ileś schudła.

To wszystko było takie prymitywne, opierające się na podstawowych uczuciach (czytałam dziś komentarze, że się niektórzy spłakali...serio???), gdzie tu motywacja to ja nie wiem?

Gdy pan Konrad zaczął temat aktywność jest ważna wyszłam.

Nadal nie wiem, o co chodzi z tym fenomenem Gaca System. Ludzie chudną ok, fajnie. Nie wiadomo na czym się te diety opierają, jak ćwiczą nie wiadomo nic. Prócz tego, że panie w kolejce przebąkiwały o tym, że kosztuje to od 200-400zł miesięcznie. Dla mnie to spotkanie było czymś w stylu: naczytaliśmy się ze wspólnikiem książek o PR i marketingu ze stanów i próbujemy matołkom pokazać mega szoł. 

Ja osobiście czułam się od początku mamiona i oszukiwana, a nie informowana o niczym, parę osób też wyszło, ale czy z tego samego powodu co ja nie wiem.

A i zapomniałam dodać. Pan Konrad opowiadał na początku spotkania o swoich początkach. Ja tak do końca nie wiem, czy chwalenie się, że się odchudziło jedną osobę, bo się było kulturystą i wiedziało co jeść i postanowiło nagle zacząć odchudzać innych jest dobrym argumentem by uwierzyć w umiejętności..

Czy ktoś był na wykładzie Pana Gacy? Może macie jakieś inne doświadczenia z nim związane? Nadal jestem ciekawa ;-P o co chodzi ;-P





poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Zdrowe ciacha - kokosowe amarantuski.

Jakiś czas temu w Lidl natknęłam się na przeceniony Amarantus. Jako, że nigdy nie próbowałam tego cuda, a słyszałam o nim to i owo dobrego postanowiłam kupić i coś z nim zadziałać. 


Od razu pomyślałam o ciasteczkach, bo już nie raz w sklepach ze zdrową żywnością widziałam, tzw. amarantuski.

Lubię wszystko co kokosowe więc poszukałam czegoś o tym smaku. Przepis znalazłam na stronie BEMAM, a poniżej macie go w mojej wersji. Ostrzegam - mega proste ;-)

Składniki:
- opakowanie amarantusa 250g
- 1,5 szkl wiórek kokosowych
- miód naturalny (u mnie lipowy) 2 kopiaste, wielkie łyżki


Przygotowanie:

1. Amarantus zalać wodą i gotować 15-20min na małym ogniu. Potem odsączyć i poczekać aż ostygnie.


2. Do amarantusa dodać wiórki kokosowe.


3. Miód rozpuścić w garnku i poczekać aż się spieni. Gorący wlać do amaratusa i wiórek i dokładnie wymieszać łyżką.


4. Ja ciacha formowałam ręcznie. Piec w piekarniku nagrzanym do 150-180 stopni przez ok. 20 min. Potem pozostawić do ostygnięcia.


5.Wcinać ;-P 


Powiem tak, jak ktoś nie próbował nigdy amarantusa - ma dość specyficzny smak, nie umiem go przyrównać do niczego. Ale ciacha wyszły smaczne, mało słodkie i mocno kokosowe ;-)


Próbowaliście amarantusa? Może macie jakiś ciekawy przepis nie ciastkowy do polecenia? 


środa, 13 kwietnia 2016

Jemy, trenujemy i czytamy - recenzja książki "Dieta i trening"

Lubię, jak w ręce trafiają mi ciekawe książki. ;-) No, bo jak tego nie lubić ;-)


"Dieta i Trening" to książka napisana przez Katarzynę Biłous (fanpage: https://pl-pl.facebook.com/KatarzynaBilousDietetyk). Kasia jest dyplomowanym dietetykiem i trenerem żywienia.Jest ekspertką Adidas Running, członkiem Polskiego Towarzystwa Dietetyki, oraz twórcą marki DietoVita.pl (http://dietovita.pl/). Specjalizuje się w różnych rodzajach odżywiania, w tym też leczeniu żywieniowym, ale przede wszystkim w żywieniu osób aktywnych fizycznie. Na co dzień zajmuje się sportowcami amatorami, maratończykami, ultramaratończykami i triathlonistami. Kasia jest również autorką wielu artykułów w prasie sportowej i nie tylko np. w Runner's World, Men's i Women's Health, czy na portalach bieganie.pl, treningbiegacza.pl. Wiedza tej dziewczyny, poparta praktyką jest, więc ogromna, a z tego warto skorzystać ;-) 

"Dieta i trening" ma w podtytule "Jak zdrowo budować siłę i wytrzymałość", bo autorka odnosi się w niej głównie do diety osób trenujących sporty wytrzymałościowe, ale ja znalazłam tam wiele dla siebie. 

Po pierwsze lubię tego typu rodzaj książek, w których mam treść dokładnie podzieloną na rozdziały, wiem co i gdzie znajdę - jakbym chciała do czegoś wrócić. Każdy rozdział zaczyna się stroną tytułowa z informacją, co w tym rozdziale się znajduje, a kończy podsumowaniem - bardzo fajna sprawa. Ponadto znajdziemy tu również wyróżnione ciekawostki i rzeczy warte zapamiętania. 


Książka Kasi to ogrom wiedzy o żywieniu osób trenujących, ale w formie esencji - czysty konkret. Bez zbędnych wtrąceń, bez powtarzania się, po prostu konkret. 11 rozdziałów, po które naprawdę warto sięgnąć, nawet jak się myśli, że się o jedzeniu już wie wystarczająco dużo, nie..nigdy nie jest wystarczająco dużo.

Od razu spodobało mi się to, że "Dieta i trening" zaczyna się o rzeczy kluczowych - badań jakie powinna wykonać sobie osoba trenująca, a także przeciwwskazań do sportów wytrzymałościowych. Wiadomo, sport to zdrowie, ale nie każdy rodzaj sportu jest dla każdego i o tym, nie powinno się zapominać. Szczególnie biorąc pod uwagę sportowe mody na bieganie, tri, czy crossfit. Fajne jest to, że "kanapowcy" ruszają w teren, ale niech to robią z rozmysłem. Nie każdy może podejmować taki czy inny wysiłek, więc badania to podstawa. W końcu sport uprawia się też i dla zdrowia, a nie żeby się tego zdrowia pozbawić. 

W kolejnych rozdziałach Kasia mówi o ciele sportowca i o tym jak budowa ciała wpływa na niemal wszystko a także skąd, czy raczej gdzie leży w człowieku (nie mówię że w głowie ;-P) sportowa siła. 

W "Diecie i treningu" dostajemy solidną dawkę i powtórkę z wiedzy o podstawowych składnikach odżywczych i podejściu do jadłospisu sportowca amatora. Niby jak się coś trenuje i zaczyna się myśleć o swoim odżywianiu, człowiek się naczyta i wie co nie co, ale warto jednak w prosty i zwięzły sposób mieć przedstawione co i jak. Logicznie, bez skomplikowanego nazewnictwa Kasia pokazuje po co potrzebne są organizmowi konkretne składniki i jak powinno się je mu dostarczać, obalając przy tym trochę "internetowych" żywieniowych mitów.

Cały rozdział w książce jest także poświęcony na odpowiednie nawadnianie organizmu. Picie wody, piciem wody, ale trzeba to robić z rozmysłem. Szczególnie ci którzy startują w zawodach z dużym kilometrażem. Bardzo zaciekawiła mnie też część o zakwaszeniu organizmu. Przyznam się szczerze, że coś tam, gdzieś słyszałam, ale średnio mnie to zainteresowało. Nie miałam pojęcia że może to wpłynąć na np. pogorszenie regeneracji organizmu.

Mnie oczywiście najbardziej zaciekawił rozdział o odżywianiu vs. odchudzaniu i popularnych "dietach". W którym wiele rzeczy się potwierdziło i przyznam szczerze, że sporo Pań powinno tę część na pewno przeczytać. I rozdział o sportowcu w sklepie i w podróży, szczególnie w części o napojach izotonicznych, tu sporo nowej wiedzy do mnie trafiło ;-) 


Książka zawiera również kilka dodatków z przykładowymi jadłospisami i przepisami na posiłki a także wzorami które umożliwią np. skomponować dietę redukcyjną tkanki tłuszczowej, czy sprawdzić ile białka, tłuszczu i węgli potrzebuje nasze ciało.

Powiem tak, wiadomo wizyty u dietetyka (szczególnie gdy ktoś w kwestii odżywiania jest kompletnie zielony) nie zastąpi nic, ale nie każdy ma na to czas, pieniądze i ochotę. Wtedy z pomocą spokojnie może przyjść "Dieta i trening" Kasi Biłous. Bo to jeden wielki konkret dotyczący żywienia osób trenujących amatorsko, a już zwłaszcza tych których chcą zmierzyć się ze sportami mocno wytrzymałościowymi. Konkretne informacje, przedstawione w prosty i zrozumiały dla laika sposób (to nie jest książka mówiąca językiem studentów dietetyki, czy biologii). 

Nie zależnie od tego czy ktoś zamierza zostać maratończykiem, triathlonistą, czy chodzi kilka razy w tygodniu na zajęcia fitness, a poważnie myśli o tym, że jedzenie to podstawa wszystkiego powinien sięgnąć po tą książkę.

rekomendacje z okładki

czwartek, 7 kwietnia 2016

MMA i ja, czyli Forum MMA.

Tam nie mogło mnie zabraknąć ;-) To rzecz oczywista;-)

W miniona sobotę na Stadionie Narodowym odbywało się Forum MMA - spotkanie branży MMA.

http://www.forum-mma.pl
Przyznam się, że do momentu, gdy zaczęły się w internecie pojawiać się informacje o forum, wcześniej nie słyszałam, że jest coś takiego. Nie wiem jak wyglądały poprzednie edycje, wiem tylko, że było na nim kilkadziesiąt osób. W sobotę pojawiło się ich kilkaset.

Forum MMA można było podzielić na 3 części: konferencję, część wystawienniczą i APP - Amatorski Puchar Polski w MMA.

Konferencja składała się z czterech bloków.

http://www.forum-mma.pl
Dla mnie najciekawszy był ten pierwszy. Dużo słyszałam o Jakubie Mauriczu, ale na jego wykładzie nigdy jednak nie byłam. Po mimo tego, że odnosił się głównie do zawodników MMA ich diety i zrzucania wagi przed walką, wyniosłam z tego wykładu dla siebie wiele (3 strony notatek ;-P).

Jakub Mauricz
Suplementacja, o której opowiadał Tadeusz Sowiński też mocno mnie zaciekawiła w kontekście mojej własnej diety, ale i bzdur jakie w Internetach można znaleźć ;-)


W bloku trening najbardziej ciekawym był wykład prowadzony przez Tomka Drwala. W fajny sposób - na podstawie swojego klubu - pokazał, że MMA to nie tylko walki, ale może to być po prostu sposób na rekreację całej rodziny, niezależnie od wieku. To się zaczyna już dziać w niektórych klubach sztuk walki w Warszawie (nie wiem jak w innych miastach) i to jest bardzo fajne. Zajęcia z BJJ, czy boksu tajskiego dla dzieciaków, spory przekrój wiekowy na zajęciach (np. u mnie na muai thai przychodzą gimnazjalistki i babeczki po 30stce i wszystkie sobie świetnie radzimy), wspólne wyjazdy, amatorskie zawody (jak Gorila Cup, Liga białych kołnierzyków, czy Granda).

Po części merytorycznej, w której było również spotkanie z trenerami, managerami i promotorami MMA, odbywały się "konferencje prasowe" i spotkania z zawodnikami UFC, FEN i KSW, oraz wieczorne rozdanie Heraklesów.

Specjalnie zaznaczyłam w cudzysłowie konferencję prasową, bo poziom tych dotyczących KSW był masakryczny. Całą galę prowadził Juras - czyli standard i full profeska. Tymczasem "konferencję" i spotkania z zawodnikami KSW prowadziła babeczka z gościem (nawet nie pamiętam czy się przedstawili) i to była masakra. Pytania do zawodników chyba nic z dziennikarstwem wspólnego nie miały (np. urocza Pani blondynka zapytała jednego z zawodników czemu na Instagramie ma ciągle zdjęcia pizzy i co mu się tak dużo przytyło, do Mariusza "podobno ukradli Ci traktor" itp). Odpowiedzi niektórych zawodników jeszcze gorsze "spędzam na sportowo czas z dziewczyną żeby nie mieć flaka w domu", czy "jak trenuję przed zawodami to piję mało, ale normalnie to nie piję mało"...Chyba PR (że o kulturze nie wspomnę) nikt ich nie uczył. Widownia tymi głupimi tekstami i prowadzących i niektórych zawodników ubawiała się do łez. Szkoda, że było śmiesznie zamiast ciekawie o przygotowań do walk.

"konferencja" mistrzów KSW
Gdy na scenę wkroczyła oczekiwana przez wszystkich Joasia Jędrzejczyk na forum wrócił profesjonalizm. Super pomysłem było to, że prócz Jurasa pytania Asi mogli zadawać wszyscy chętni z publiczności. Miło było zobaczyć z jakim szacunkiem traktują Asię a ona zgromadzonych ludzi.


W przerwach między częścią konferencyjną zwiedzałam stoiska wystawowe. Nie było ich sporo, trochę suplementów diety, trochę sportowego sprzętu, stoisko FEN I KSW na którym można było zdobyć autograf, lub/i fotkę z zawodnikami. Osobiście żałowałam, że nie wzięłam własnego jedzenie, myślałam, że jak takie wydarzenie trwa cały dzień będzie można coś dobrego zjeść. Stoisko z jedzeniem było tylko jedno i wybór średni, dobrze, że chociaż była KAWA!! ;-)

Asia podczas wywiadu na stoisku Olimp
Obejrzałam też kilka walk na APP - w tym oczywiście kobiet ;-) Walki odbywały się na dwóch matach i w oktagonie w różnych formułach.


Kibiców było sporo, ale chyba szatni zabrakło, bo wielu zawodników przebierało się w okół mat i rozgrzewało między kibicami.


Mam nadzieję, że za rok forum pojawi się znowu i że będzie jeszcze fajniej i ciekawiej.

Był ktoś?